sobota, 8 sierpnia 2015

PROLOG

Cisze przerwał rozchodzący sie dzwonek po sali. Wszyscy w pośpiechu zaczęli pokować podręczniki i notatki do plecaków. Zaczrpnęłam głeboki wdech zanim zaczęłam wykonywać te same ruchy co inni.
- Pośpiesz się Clary jeżeli chcesz bym cię odprowadził do domu jak zawsze, dobrze wiesz że się dziś spiesze bo wyjeżdżamy na tydzień z rodzicami do tego domku co ci mówiłem. - Odezwał sie głeboki głos tuż przy mojej głowie. Podniosłam wzrok wrzucając ostatni podręcznik do mojej ulubionej torby na ramie. Chłopak był przystojny , uważany wręcz za największe ciacho w szkole. Jego brązowe oczy przykuwały całą uwage a krótko obcięte włosy nie przeszkadzały mu w niczym. Uśmiechał się zachęcająco z iskierkami podeekscytowania w oczach patrząc na mnie. Ubrany był w nasz obowiązkowy mundurek: białą koszule miał nie dopiętą pod szyją o dwa guziki , niebieski krawat nie chlujnie zawiązany i czarne spodnie , które po całym dniu w szkole są już pomięte w niektórych miejscach.

Napewno się cieszy na wyjazd - pomyślałam - Wkońcu spędzi tydzień z rodzicami którzy wciąż pracują i nie mają czasu dla niego.
- Możemy iść Li - powiedziałam do chłopaka z uśmiechem. Znamy się z Liamem od dziecka, gdyż mieszka po drugiej stronie Wall Street na wprost mojego domu. Zawsze chodziliśmy do tych samych szkół i to się nie zmieni po skończeniu liceum, gdyż idziemy razem na studia medyczne.
Idziemy przez długi biały korytarz, gdzie co kawełek są drzwi do jakiejś klasy rosiane po obu stronach równolegle. Prywatne Liceum nie jest złe, ma swoje zasady i uczniowie ich przeszczegają.
Wychodzimy przez wielkie drewniane drzwi na dziedziniec, na zewnątrz jest bardzo ładna pogoda, świeci słońce, wieje delikatny chłodny wiaterek to pierwszy ciepły dzień w tym miesiącu. W krótce przyjdzie zima i bal wiosenny dla uczniów kończących szkołe. Nie moge się doczekać, ponieważ to najwieksze wydarzenie oprócz egzaminów. Mam już nawet sukienke kupioną na tę okazje.
Pełno młodszych uczniów kręci się po polu korzystając z przerwy. Wychodzimy na ulice i idziemy na przystanek autobusowy. Wiem że to dziwne by bogate dzieci jeździły autobusem ale to tylko dwa przystanki więc wolimy spedzić więcej czasu z rówieśnikami.
Na przystanku jest sporo osób, moją uwage przykuwa mężczyzna w podeszłym wieku, który nie radzi sobie z dużą torbą wypchaną zakupami.

- O Boże Clar zapomniałem!!! Przepraszam! - krzyczy nagle Liam stając na środku chodnika. Odwracam się do niego z zapytaniem na twarzy bo nie wiem o co chodzi tym razem.
- Spokojnie Li.- uspokajam go - Powiedz co się stało? O czym zapomniałeś? - pytam go.
- Zapomniałem że po zajęciach mam podejść do lektora na rozmowe, nie wiem czego ma dotyczyć ale mówił że to ważne i mam się wstawić po lekcjach. Zapomniałem o tym na śmierć. - mówi zakłopotany.
- To leć. Na co czekasz? Dam sobie rade.- mówie mu z uśmiechem. w końcu mam już prawie osiemnaście lat. A dokładnie będe je mieć za miesiąc .
- Na prawde mogę?- pyta nie pewnie - Dasz sobie rade?
- Li nie jestem małą dziewczynką.- uśmiecham się - Poza tym dobrze wiesz że to tylko dwa przystanki.
- No dobrze. Jeszcze raz przepraszam że cię nie odprowadze. Będe pisał do ciebie obiecuje.- mówi pochylając się by dać mi całusa w policzek i przytulając mocno.
- Do zobaczenia za tydzień Liam.- mówie podchodząc na przystanek , gdyż podjeżdża autobus. Widze jeszcze jak chłopak odwraca się w strone szkoły i puszcza biegiem.
Podchodze do mężczyzny co zwrócił moją uwage.
- Przepraszam pana.- mówie z uśmiechem-Pomóc panu wnieść to do autokaru?- pytam  uprzejmie.
Po minie mężczyzny wnioskuje że nie czesto słyszy propozycje pomocy. Uśmiecha się nie pewnie.
- Barzdzo chętnie młoda damo, ta torba jest bardzo ciężka.- mówi starzec.
Chwytam torbe za uchwyty gdy mężczyzna wsiada do autobusu i powoli przesuwam ją do przodu. Faktycznie jest bardzo ciężka.
-Co on tam ma?- myśle sobie.
Gdy udaje mi się włożyć zakupy do pojazdu mężczyzna odbiera ode mnie siatkę. Właśnie sama mam wsiąść gdy czuje szarpniecie za torbe do tyłu. Przewracam się na chodnik a kierowca zamyka drzwi i odjerzdża, podnosze wzrok do góry by sprawdzić co mnie przewróciło.
Obok mnie stoi najprzystojnieszy chłopak jakiego widziałam na oczy, ma czarne włosy zaczesane do góry, bardzo ciemne piwne oczy, ciemną karnacie skóry, która wydaje się delikatna przy dotyku i po której moge stwierdzić, że ma zagraniczne korzenie. Prosty idealny i proporcjonalny nos a przede wszystkim uśmiech.
Ten uśmiech,który właśnie ma na twarzy pokazujący równe białe zęby jak z reklamy jakiejś dobrej pasty. Jego sylwetka jest idealna , zgrabny, wysoki, szczupły i widać, że wie jak kożystać z siłowni.
Ma na sobie czarne trampki i również czarne dżinsy przylegające do jego nóg. Spod nie zapiętej niebiesko czerwonej  bejsbolówki widać granatowy podkoszulek z motywem mistycznego krzyża, który przylego do wyrzeźbionej klatki piersiowej. Na szyji ma słuchawki z których wydobywa się głośna muzyka więc musiał je przed chwilą zdjąć z uszu. Rzeczą która przykówa moją  uwagę jest deska skeytbordowa, którą właśnie podnosi z ziemi. Wstaje z ziemi i oczepuję spódniczkę z niewidzialnego pyłu.
- Przepraszam.- mówie uprzejmie schylając się po moją torbe co leży turz przy jego stopach.- Czy ty właśnie mnie potrąciłeś jadąc na tym czymś? - Pytam grzecznie obcego chłopaka.
- Owszem.- odpowiada delikatnym głosem w którym pobrzmiewa gniew.
- Chyba powinieneś mnie przeprosić.- sugeruje mulatowi uprzejmie.
- Mała, Ja nigdy nie przepraszam. To ty jesteś tak drobna że cie nie widać i to ty powinnaś przeprosić że wpadłem na ciebie. - odburkuje
- Nie przeprosze bo to nie moja wina.- tłumacze chłopakowi po którego minie wnioskuje że jest zirytowany.
Nagle wyciąga papierosy z kieszeni i zapala jednego dmuchając dymem w moją twarz. Przymykam oczy i wciągam głęboki oddech zanim dym dotrze do mnie.
- A co zrobisz mała jak nie przeprosze? Pójdziesz za mną? - pyta z ironią w głosie.
- Oczywiście, że nie! - mówie ze świstem powietrza które opuszcza moje płuca na raz.
- Tak myślałem mała.- odpowiada chłopak śmiejąc sie ze mnie. Kim on jest - to jedyna myśl która w tym momencie przechodzi mi do głowy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz